Jutro Dzień Dziecka, a ja stoję przy oknie w mojej sypialni i obserwuję dzieci jeżdżące na rowerach. Sporo ich. Część z nich pewnie niewiele starsza od mojej starszej córki. A i rówieśnik jakiś by się znalazł.
Nagle nachodzi mnie myśl:
" Przecież Zosia też niedługo będzie chciała wyjść na zewnątrz, poza podwórko. I co wtedy?"
Przecież tam, za ogrodzeniem, czyha na nią mnóstwo niebezpieczeństw...
Nie mówię tu o otarciach, siniakach, guzach...
Ja boję się, że ona wpadnie pod samochód,
Boję się ,że się zgubi,
że ktoś ją porwie dla organów... - Też się boje.
Jednak wiem, że już niebawem przyjdzie ten dzień, kiedy moja starsza córka przyjdzie i spyta:
"Mamo, mogę wyjść z podwórka, do dzieci, bawić się z nimi (jak każde normalne dziecko ;))? "
I szczerze mówiąc... Nie mam w obecnej chwili pojęcia co ja tej mojej pierworodnej wtedy mam powiedzieć... Nie wiem jaki kompromis ewentualnie zaproponować. Nic nie wiem...Normalnie nic.
A chwile potem zdaje sobie również sprawę ,że gdy ta starsza zacznie bawić się poza podwórkiem, to ta młodsza szybko będzie chciała pójść w jej ślady...
I teraz to już naprawdę nic nie wiem...
Serio - Zbaraniałam (nie obrażając baranów oczywiście :) ).
Abyście nie zbaranieli... I abyście nie zabili swojego wewnętrznego dziecka - ciężko się je wskrzesza.
Doorin Mymind
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz