piątek, 22 stycznia 2016

LISTA "POD DZIADKA" CZYLI 10 UTWORÓW MUZYCZNYCH KOJARZĄCYCH MI SIĘ Z DZIADKIEM LUB MU DEDYKOWANYCH :)



   Ważnym elementem mojego życia jest muzyka. Co prawda sama na niczym nie gram ,ale muzyka stanowi tło mojej codzienności .Czyniąc ją przyjemniejszą. Towarzyszy mi przez większość dnia. Kiedy  nie mogę słuchać muzyki to sama mruczę coś pod nosem lub zabieram się za fałszowanie... :) 
   
   Dzisiejszy, muzyczny wpis, tworzę z myślą o jednym z moich dziadków. Chciałabym pisać go z myślą o wszystkich moich dziadkach , ale pozostali trzej nie "wyryli" mi się w pamięci żadnymi utworami. A szkoda , bo lista mogłaby stać się jeszcze bardziej różnorodna ...

   Ach!Zapomniałabym - jeden z moich dziadków lubił spędzać letnie dni na siedzeniu pod drzewem i mruczeniu różnych melodii. Wiadomo zatem skąd mi się wzięło to mruczenie , o którym pisałam powyżej... 
Czyli jednak nie jeden dziadek wpłynął na mnie muzycznie, a dwóch. :)

   Zajmijmy się jednak tym czym ma być ten post. Mówię tu o mojej liście...

   1. Wybranie pierwszego miejsca na liście nie było łatwe. Ponieważ album z którego pochodzi kawałek podoba mi się w caaałooości ! Ostatecznie zdecydowałam się na umieszczenie tu tego utworu :

   https://www.youtube.com/watch?v=4_7zkXv17QE

   Piosenka, którą tu wrzuciłam, nosi tytuł Candela i pochodzi  z albumu BuenaVista Social Club.
 Kawałek (jak zresztą  cała płyta) kojarzy mi się z beztroskimi chwilami spędzanymi u moich dziadków.
   I tylko nie mogę sobie przypomnieć czy utwór ten znam , bo Dziadek był w posiadaniu tego albumu czy może  dlatego,że pojawiał się w pewnej radiowej audycji.:)

   2. Drugi kawałek częściej niż u dziadków , umilał mi chwile w domu. Dedykuję go jednak  Dziadkowi ponieważ wiem ,że lubi tanga. A jeśli się nie mylę , chyba ma płytę , z której pochodzi ten utwór:

https://www.youtube.com/watch?v=I1rz9MxNyo8&list=PL4Xx6Nw6IXOeleZDOgYJ7XZLfYtORK3Z2

   Una Musica Brutal  to dzieło francusko- argentyńskiego zespołu o bardzo ciekawej nazwie Gotan Project.  Ciekawej bo gdy weźmiemy na warsztat pierwszy człon nazwy zespołu i zamienimy miejscami "tan" i "go" to wyjdzie nam... No właśnie- tango. :)

   3. Następny utwór może być zaskoczeniem dla młodszych osób , które tu zajrzały. Dlaczego? :)
Sprawdźcie sami poniższy link :

https://www.youtube.com/watch?v=Oyr8O-mhfOA

   Mój Dziadek zachwycił się kiedyś pewnym koncertem hip- hopowym. Ktoś postanowił zainspirować się tym faktem i kupił mu (chyba na gwiazdkę) prezent. Prezentem była płyta składu Kaliber 44  o nazwie 3:44.
A wrzucony tu przeze mnie kawałek, to pozbawiona wulgaryzmów  Wena. :)

   4. Kawałek kryjący się na mojej liście pod cyferką cztery to :

   https://www.youtube.com/watch?v=09Vy0nLUXcg

   Kto dogoni psa to numer który pojawił się w 2005 roku i swą treścią cieszył polską młodzież (i nie tylko) . "Ojcem" tego utworu był Mleko, zwany przez niektórych, raperem jednego kawałka. Coś w tym jest ponieważ,jeśli ktoś nie zaopatrzył się kiedyś, w płytę tego twórcy (Ogólne tematy) to teraz się musi wysilić, żeby znaleźć w sieci inne, pochodzące z niej numery. Jeśli jednak jesteście bardzo ciekawi, co robił Mleko nim powstało Kto dogoni psa, wpiszcie na YT : Born Juices. :)
Nie wiem jaki był stosunek Dziadka do całej piosenki ale jedno jest pewne - bardzo lubił jej refren.Często go nucił i podkręcał radio za każdym razem gdy rozbrzmiewał  w radiu.

  5. Jesteśmy już w połowie listy. Pora na trochę jazzu .:) Chociaż kawałek, który zaraz będziecie sobie mogli odtworzyć , uwielbiam w każdej aranżacji :

https://www.youtube.com/watch?v=qID3_70KAtk

  Utwór pochodzi z wydanego w 2011 roku, studyjnego albumu Leszka Możdżera. Płyta zawiera instrumentalne interpretacje kompozycji Krzysztofa Komedy. Co prawda nie miałam okazji słychać tego krążka u dziadków ale jestem pewna, że nie jest on obcy Dziadkowi. :)

   6. Zatrzymajmy się na chwilę przy muzyce jaką jest jazz. Dorzućmy jednak jakiś wokal. Na przykład kobiecy. Dorzućmy też jakieś inne instrumenty. Co na nam z tego wyszło? :)

   https://www.youtube.com/watch?v=epRXoS_P0lk

   Ella Fitzgerald zwana również Pierwszą Damą Piosenki, w 1959 roku wydała album o nazwie Get Happy!  Wybrany przeze mnie utwór właśnie z tej płyty pochodzi. :) Bardzo lubię jej swingowanie. :)

   7. Kawałek kryjący się pod tą cyfrą to (raczej) mało znany utwór bardzo znanego zespołu metalowego.

   https://www.youtube.com/watch?v=Sh5S3OxiE-s

   No Leaf Clover to kawałek Metallici. Wybrałam go ponieważ został nagrany z orkiestrą symfoniczną, z San Francisco. Wybrałabym go pewnie nawet gdyby orkiestra była z jakiegokolwiek innego miejsca na naszym globie. :) Czuję ,że Dziadkowi przypadnie do gustu ten kawałek właśnie ze względu na udział w nim sekcji smyczkowej.

   8. Utwór , który mam przyjemność teraz tu wrzucić jest bardzo przyjemny dla ucha. I ma zabawną genezę. Ale o tym niżej. Najpierw posłuchajcie :

  https://www.youtube.com/watch?v=5WybiA263bw

  Piosenka Sweetest Thing  stworzona została jako "przeprosinowy " prezent. Bono, wokalista grupy U2 , zapomniał kiedyś o urodzinach swojej żony... Chcąc jej to jakoś zadość uczynić napisał ten kawałek.:) Jeśli ktoś pisałby dla mnie piosenki to mógłby  zapominać o moich urodzinach co roku.:)

  9.  Co prawda początkowo chciałam przy dziewiątce udostępnić utwór z zupełnie innego gatunku muzycznego .Niestety  nie znalazłam tego czego szukałam. Ale cieszę się , że przy okazji wpadłam na ten:

  https://www.youtube.com/watch?v=PD-MdiUm1_Y

   Kashmir zespołu Led Zeppelin  pochodzi z płyty pod tytułem Physical Graffity, a w wersji]a którą ja wrzuciłam pochodzi z albumu Celebration Day. Jest to materiał nagrany na koncercie w Londynie, w 2007 roku.

  10. To co znajdziecie pod numerem dziesiątym mnie samą zaskoczyło. Zaskoczyło i zachwyciło.Mimo, że link nie zawiera tylko muzyki , to pod względem muzycznym jest na wysokim poziomie (moim zdaniem).:)

   https://www.youtube.com/watch?v=GNZBSZD16cY

   Pewnie zastanawiacie się ,czemu beatbox wrzucam na listę dedykowaną Dziadkowi ? Po udostępnieniu przeze mnie na tej liście hip hopu nie powinniście się nad takimi rzeczami zastanawiać...
Dziadek często przy niedzielnych obiadkach opowiada o tym co go w ostatnim czasie zainspirowało. Kiedyś opowiadał , że miał okazję oglądać jakieś potyczki beatboxerów i że bardzo mu się podobało. Ja to zapamiętałam i oto jest! :D  To coś samo wpadło mi w ręce , ale myślę ,że spokojnie może stanowić "wisienkę na tym torciku". :)


  Mam nadzieję ,że mój dzisiejszy wpis jest dowodem na to ,że muzyka nie tylko łagodzi obyczaje, ale również łączy pokolenia... :)
   
 








  

czwartek, 21 stycznia 2016



   Kiedy sięgam pamięcią wstecz i próbuję przywołać swoje pierwsze w życiu wspomnienia to przed oczami staje mi siwowłosa  , drobna kobieta, bujająca małą dziewczynkę na swych kolanach.Kobieta to jedna z moich Babć a dziewczynka to oczywiście ja. W późniejszych latach często wydawało mi się ,że ta Babcia wcale mnie nie lubi , dziś sądzę ,że tylko mi się wydawało.I nawet jeśli rzeczywiście nie byłam jej ulubienicą to  jest to nieistotne ponieważ jestem jej wdzięczna za każdy trud włożony w wychowanie mnie. Za każdy poświęcony mi wieczór, kiedy to z mozołem uczyła mnie pacierza.Za każdą skarpetę zrobioną dla mnie na drutach. Za każde "kazanie" z jej ust, które z biegiem lat ewoluowało w mojej głowie z zwykłego marudzenia w troskę.Za każdą próbę nauczenia mnie czegoś.Za każdy ogień rozpalany w naszym piecu. by nie było zimno.Za to ,że przez lata było mi dane obserwować jedną z najbardziej żwawych i pracowitych staruszek jakie znam. Po prostu za wszystko...
   Minęło sporo lat od kiedy Babcia bujała mnie na kolanach i niesamowite jest to,że ona wygląda wciąż tak samo.To niesamowite i zgubne zarazem bo daje mi złudzenie,że jeszcze zdążę podziękować jej za to co dla mnie zrobiła i przeprosić za wszystkie problemy, których niejednokrotnie przysporzyłam.Czas mija a ja  w myślach proszę ją ,żeby jeszcze trochę wytrzymała na tym świcie.Proszę i obiecuję,że w końcu przyjadę i powiem jej to wszystko co napisałam tu, wyżej a może nawet i więcej...

    Druga Babcia to kobieta , która osiwieć (niestety) nie zdążyła. Ze względu na to,iż mieszkała trochę dalej niż ta pierwsza, przypadła jej rola Babci rozpuszczającej. Chęć do rozpieszczania opuszczała ją pewnie po pierwszym dniu goszczenia mnie u siebie w ferie czy inne wakacje ponieważ byłam "niegrzecznym" dzieckiem. Moja niesforność doprowadzała ją do szału. Dodać tu muszę ,że Babcia miała hopla na punkcie porządku i nawet frędzle przy dywanie traktowała starą szczotką(kilka razy dzienne). No i ja te frędzle jej zawsze "czochrałam" powłócząc nogami. To oczywiście nie było moje jedyne przewinienie,po prostu zapamiętałam je tak wyraźnie gdyż to był bardzo błahy powód by się na kogoś pieklić.
   Babcia miała wiele swoich specyficznych i jednocześnie zabawnych zachowań. Na przykład gdy piła kawę  to zawsze odchylała mały palec (twierdząc,że tak kiedyś piła arystokracja). Zabawny był też jej makijaż , który wykonywała przed każdym wyjściem z domu. Zawsze rysowała sobie dwie czarne krechy nad oczami i jeśli mnie pamięć nie myli , to dorysowywała sobie pieprzyki. Już jako małe dziecko zadawałam sobie pytanie: "Czemu ona to sobie robi?". Ach! I nie zapomnę jak nawijała sobie włosy na wałki. Zawsze na noc... 
    Jednak mimo tych różnych dziwactw bardzo mi jej brakuje.Gdzieś w środku czuje żal ,że nie mogę zadać jej tych wszystkich pytań ,które chciałabym zadać,że nie poznała swoich prawnuczek...

    Moje życie potoczyło się tak,że mogę się pochwalić jeszcze dwiema Babciami.Tak na prawdę kobiet ,do których zwracam się w ten sposób jest trochę więcej i wszystkie je darze sympatią, ale w moim dzisiejszym wpisie skupie się  na  tych, które pojawiły się w moim życiu ,w dzieciństwie. Tym wczesnym i tym późniejszym.

   Babcia numer trzy, to osoba która bardzo mi imponuje. To urocza istota niepozbawiona stylu i smaku.W
moich oczach jest człowiekiem , który znajduje czas na wszystko a w każdym bądź razie na bardzo wiele. Od kilku lat zachodzę w głowę jak jeden człowiek jest w stanie niemalże jednocześnie : pracować, w nienaganny sposób prowadzić dom,dobrze gotować,prowadzić życie towarzyskie,(swego czasu) ćwiczyć pilates , mieć hobby, uczyć się, czytać książki, latem dbać o ogród, zimą robić na drutach, zajmować się wnukami (gdy zajdzie taka potrzeba) i  jeszcze dbać o swoją urodę . A wszystko to przy zachowaniu stoickiego spokoju, zero frustracji. Szczerze mówiąc nie słyszałam nigdy z jej ust marudzenia, że jest zmęczona czy coś tym stylu. Nie wiem jak ta kobieta to robi... Klasa sama w sobie. Moja Babcia chyba jest czarodziejką! Choć teraz wpadło mi do głowy ,że aby być takim człowiekiem trzeba po prostu kochać życie. Życie, siebie i bliskich.
   Często myślę sobie ,że chciałabym być taka jak moja trzecia Babcia. Lubię stawiać ją sobie za wzór do naśladowania. Pocieszam się ,że może z czasem mi się uda i że życie samo podsunie mi jak mam to zrobić, żeby się udało. Z drugiej strony obawiam się jednak, że to niewyuczalne...

   Nadeszła pora aby napisać o mojej czwartej Babci. Niestety, podobnie jak druga Babcia, już nie żyje. Zanim odeszła pozostawiła trochę miłych wspomnień w mojej pamięci.Poznałam ją na krótko przed zdiagnozowaniem u  niej raka mózgu. Była to wtedy zadbana, wcale nie taka starsza, pani.A przy tym był to rodzaj tej Babci , która podtykała człowiekowi talerz pod nos , mówiąc: " No zjedz jeszcze".: :) Pamiętam również jej kartki. Nim zachorowała , często słała do nas kartki. Kartki były wyjątkowe ponieważ Babcia sama je robiła. A potem diagnoza , zabieg i ... Babcia nie przysyłała nam już kartek bo ich nie robiła. Nie potrafiła.
   W ostatnim roku swojego życia przebywała w pewnym centrum rehabilitacyjno leczniczym. Nie cierpiała tam wszystkiego. Co prawda nie skarżyła się raczej na personel. Ale np. non stop skarżyła mi się na swoje koleżanki z pokoju. :) . I kiedyś Babcia zwierzyła mi się również ,że nie cierpi terapii zajęciowej. Strasznie męczyło ją to, iż  nie jest już taka sprawna manualnie. I że rzeczy które kiedyś zrobiła by bez problemu w krótką chwilę, wówczas sprawiały jej ogromny problem.
   Jedno mimo jej choroby nigdy się nie zmieniło. Babcia nadal lubiła o siebie dbać. W jej kosmetyczce ciągle było sporo kosmetyków. Pamiętam jak cieszyła się gdy malowałam jej paznokcie. To była jedyna osoba , u której udało mi się nigdy nie wyjechać lakierem poza paznokieć. Miała jakąś taką wdzięczną płytkę... :)

   Babcie są różne . Ale dobrze , że są bo to niesamowite kucharki , kopalnie niesamowitych historii i dostarczycielki pięknych wspomnień i emocji...

   Wszystkim Babciom życzę: Dużo zdrowia , miłości i spełnienia marzeń ( na pewno jeszcze jakieś macie)! :)



 

 


 



wtorek, 19 stycznia 2016

SUBIEKTYWNIE O OKNACH ŻYCIA i PEWNEJ ALTERNATYWIE


   Jest niedziela.Nie pamiętam kiedy tak się leniłam jak tego dnia.Coś mi mówi, że w moich pośladkach i w kanapie jakimś dziwnym cudem znalazł się magnes.Ciężko się podnieść.W dodatku w tv tyle kolorowych obrazków i choinka jeszcze pachnie, choć już dawno nie jest zielona...

   Dobra, dosyć tego.:)

   Szczęściem , w mojej głowie pojawia się myśl:

   "Miałam dziś zrobić wpis , nie mogę tu tak siedzieć.Jeśli tego nie zrobię ,to będzie  znaczyło,że mój zapał był słomiany"...

   Bla, bla, bla...

   Bardzo nie chcę żeby mój zapał okazał się słomiany.Magnesy gdzieś znikają.Wstaje w końcu z tej kanapy.Wyłączam tv.Pogardliwie patrze na choinkę, w myślach mówiąc do niej:

   "Fuj! kiedy ty tak zbrzydłaś?"

   Ale o czym to ja dziś chciałam pisać.

   Aaa tak...O oknach życia.

   Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja , o tym, że jakaś matka we Wrocławiu, zostawiła swoją 1,5- roczną córkę w tamtejszym oknie życia.Czytając informacje na ten temat natrafiłam na link, który przypomniał mi,że pod koniec minionego roku ONZ zażądało od Polski zlikwidowania takich miejsc.

   Zdaniem Komitetu Praw Dziecka, anonimowe pozostawianie dziecka w oknie życia jest pozbawianiem go tożsamości. ONZ wzywa nas do zastosowania alternatywy dla okien.Sugeruje ,że powinniśmy wziąć przykład z naszych zachodnich sąsiadów i umożliwić kobietom anonimowe porody w szpitalach.Taki poród pozwala dziecku na poznanie tożsamości matki po ukończeniu przez nie szesnastego roku życia.

   Wszystko pięknie.Na pewno dobrze by było gdyby w Polsce była taka możliwość.Choć oczywiście jeszcze lepiej by było gdyby nikt nie musiał porzucać swoich dzieci.Jednak w rzeczywistości różne są losy ludzkie...Tak, podobno każdy jest kowalem swojego losu.  Ale wiadomo,że kowale są lepsi i gorsi.A poza tym kowale są tylko ludźmi i mają prawo do błędów.

   Błędy błędami.Ludzie ludźmi.A ja sądzę ,że Komitet Praw Dziecka nie ma  pojęcia o mentalności polskiej...

   Polska mentalność powoduje, że coś takiego jak poród anonimowy w polskim szpitalu, to rzecz prawdopodobnie nie możliwa.Z resztą, jeśli prawdą jest, to co przeczytałam- spora część dzieci , które trafiają do okien życia,nie rodzi się w szpitalu tylko np. w domach.

   Dlaczego kobiety decydują się rodzić swoje dzieci bez pomocy medycznej?

  Pewnie dlatego,że często zależy im na tym aby absolutnie nikt nie dowiedział się o tym ,iż w ogóle urodziły.A przecież w szpitalu musiałyby podać swoje dane...

  A na anonimowości zależy im dlatego,że nie chcą być oceniane i potępiane.

  I teraz wyobraźmy sobie (zakładając,że w Polsce wprowadzono możliwość anonimowego porodu), taką sytuację:

  Kobieta, która przybyła na poród, mówi przy okienku, że poród ma być anonimowy.Osoba w okienku jest zmieszana.Dzwoni na porodówkę i pyta co ma zrobić, bo ona pracuje tu miesiąc i nie wie.Po ożywieniu dobiegającym ze słuchawki przyszła rodząca wnioskuje, że ten poród będzie ciężki bez względu na to czy wystąpią komplikacje czy nie.Dociera w końcu na porodówkę.Położne starają się być dla niej miłe, choć widać że sporo je to kosztuje. Przez salę przewijają się różni doktorzy,jakieś pielęgniarki.Wszyscy niby zachowują się poprawnie ,ale część z nich dziwnie na nią patrzy.Kobieta stara się nie słyszeć tych pokątnych, potępiających ją szeptów.Na domiar złego wchodzi pielęgniarka, która jest siostrzenicą jej sąsiadki.Nie wiadomo skąd ,przecież pracowała w innym szpitalu.Zaraz pojawiają się teksty typu: " Nie wiedziałam ,że pani jest w ciąży, nic mi pani nie mówiła gdy rozmawiałyśmy dwa tygodnie temu","Czemu nie rodzi pani w tym szpitalu bliżej miejsca zamieszkania?".Którejś z położnych wyrywa się: " To poród anonimowy".Ciekawska siostrzenica sąsiadki nie wie gdzie ma oczy podziać.Żegna się jakoś nie wyraźnie i wychodzi.Tymczasem u rodzącej rozwarcie już całkowite, bóle parte też już są. Pora rodzić. Na świecie pojawia się mały człowiek. Kobieta  mimo tego,że nie może wrócić do domu z dzieckiem, chce wiedzieć czy ono jest zdrowe. "Co cię to obchodzi, przecież i tak je tu zostawiasz" - Słyszy od położnej. Świeżo upieczona matka- niematka zostaje jeszcze w szpitalu tyle ile musi, po czym wraca do swojego miejsca zamieszkania.A tam wszyscy już wszystko wiedzą.A przynajmniej tak im się wydaje.Wydaje się też im ,że mają prawo kręcić głowami  na jej widok. Nie odpowiadać na "dzień dobry" i oceniać.Jasne, kilka osób próbowało stawać w jej obronnie, wypowiadając zdania takie jak: " Lepiej tak niż by miała zabić dziecko i w lesie zakopać". Jednak chęć obrony i odwaga cywilna szybko opuszcza ich pod wpływem potępiających spojrzeń reszty.

  To by było tyle jeśli chodzi o anonimowość tego zdarzenia...I mimo tego ,że sytuacja , która została przeze mnie opisana, jest fikcją ,to niestety taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. I pewnie można by tu napisać o wiele więcej takich prawdopodobnych scenariuszy "anonimowych" porodów

   Nie wiem ,czy od momentu powstania okien życia (od 2006 r.), zmniejszyła się ilość zamordowanych noworodków i niemowląt.Nie wiem co stałoby z tymi dziećmi gdyby nie było takich miejsc.Jednak mam prawo przypuszczać,że część z nich nie żyłaby.Zatem zastąpienie tych miejsc porodami "anonimowymi" może przyczynić się do zwiększenia ilości dzieci poupychanych do beczek ,zamrażalników czy zakopywanych w lesie.
 
   Poród w szpitalu, nawet  anonimowy, powoduje że matka decydująca się na pozostawienie swojego dziecka , zmuszona będzie spotykać się z różnymi reakcjami.Natomiast zostawiając dziecko w oknie życia, nie będzie musiała patrzeć nikomu w oczy.Nikt nie będzie jej oceniał. Porzucenie dziecka to pewnie dla wielu z tych kobiet ciężka decyzja.Część z nich ,do końca życia zastanawiać się będzie, czy na pewno zrobiła dobrze.Będą borykać się z wyrzutami sumienia.Myślę,że gdy człowiek staje przed podjęciem takiej decyzji, to ostatnią rzeczą jakiej potrzebuje,są gardzące spojrzenia personelu porodówki czy jakiś urzędników.

   Co do pozbawiania tożsamości dzieci pozostawianych w oknie: Cóż...Żyło by mi się łatwiej gdybym pewnych faktów z przeszłości swoich rodziców nie znała. Ma to więc swoje plusy... Sądzę też ,że jeśli komuś będzie bardzo zależało na tym by dowiedzieć się kim byli jego rodzice, lub chociaż matka, to po prostu znajdzie sposób.

   Uważam ,że nie powinno się likwidować takich miejsc, a alternatywa w postaci anonimowego porodu powinna istnieć ,ale "równolegle" do okien a nie zamiast nich.

  W naszym kraju uwielbiamy oceniać ludzi, wyciągać pochopne wnioski i wtykać nos w nie swoje sprawy.A co najciekawsze robimy te wszystkie rzeczy,bojąc się jednocześnie bycia pochopnie osądzanym i wkurzając się ogromnie ,gdy ktoś nadto interesuje się naszym życiem... Pewnie gdyby nie te dwie rzeczy żyło by się nam lepiej na tym świecie.Jednak zmiana mentalności to długi i żmudny proces.Wiem, bo sama co dzień walczę sama ze sobą by nie oceniać i mieć w nosie gdy ktoś osądza mnie...

 W ten zimowy, bały dzień życzę Wam jak najmniej sytuacji, w których musicie podejmować trudne decyzje. Jak najmniej sytuacji, podczas których czujecie się osądzani.I jak najmniej sytuacji , gdy to Wy pchacie się do świata z pochopnymi wnioskami.






 

 

 

wtorek, 12 stycznia 2016

HISTORIA O TYM JAK KORTYZOL ZAMIENIŁAM W ENDORFINY. :)


   Mamy nowy dzień , a ja zastanawiam się : Po co komu chodzenie na siłownie? :D
Zastanawiam się nad tym , ponieważ mój wczorajszy dzień wyglądał tak:

   Najpierw spokojnie, leniwie...
Wstałam o 6 , zrobiłam śniadanie, obudziłam dziecko do szkoły , zjadłyśmy śniadanie,wstawiłam pranie, poszłyśmy się umyć, ubrać i uczesać.

   Teraz  tempo  przyspieszy ( a razem z nim tętno i niestety podniesie się  kortyzol :(  ) ...
O 7.20 dzwoni sąsiadka i informuje mnie ,że nie może dziś zabrać mojej pierworodnej do szkoły.
Za chwile zaczynają się zajęcia,więc nie wiele myśląc, dokańczam ubieranie młodszego dziecięcia (w myślach ciesząc się ,że dziś obudziła się wcześniej i ominą mnie wyrzuty sumienia związane z budzeniem jej).

    Lokuje pociechy w kuchni, żeby mniejsza zjadła śniadanie i sama szybko lecę ubrać coś co nie jest np. dresem. :)
To jest jeden z tych dni kiedy cieszę się,że mam mało włosów na głowie. - Ej , no... nie ma tragedii ale rewelacji też raczej nie. :P - Czterdzieści minut trwa zwykle schnięcie moich włosów po umyciu, a to mało , biorąc pod uwagę ich długość , do pasa. Posiadacze długich włosów wiedzą o czym mówię...

  Po wciągnięciu na zadzisko "jakiś tam dżinsów" , zarządziłam zbiórkę w celu ubrania się w odzież wierzchnią i obuwie nadające się na tą pogodę.Wychodzimy. Młodsze, w wózku, w weteranie chodników.:)
Starsze z plecakiem na plecach...Ale zaraz...

  Gdzie ja mam klucze?- Znacie to? Przed wyjściem z domu stwierdzacie, że nie wiecie gdzie coś jest. Wpadacie w panikę. Zaczynacie szukać w różnych miejscach. Aż w końcu wpadacie na to by sprawdzić , czy ta rzecz jest na swoim miejscu. I tak - ona tam jest.

   Nie znacie?- Ups...

   Mniejsza o to.:)

   Dom zamknięty, wózek zniesiony ze schodów- możemy iść. - Ooo, a to co?Śnieg, ale jakiś taki drobny.... Pewnie się nie utrzyma. Ale zaraz - czemu całe ubranie mam w śniegu? I wózek też?I gdzie jest ta folia na wózek?- Folia na wózek to przedmiot , który leży pod wózkiem zawsze. Zawsze, oprócz dni w których jest potrzebna.Nie pozostaje nam nic innego jak iść, możliwie jak najszybciej.

   Do szkoły docieramy o 8.10. Szybko do szatni, do sali. Ach, tak- jeszcze się pożegnać.No... to teraz szybko do domu. W każdym bądź razie, na tyle szybko, na ile to możliwe.:)

   Mamy 8.40.Już w domu, ale tylko na chwile  bo muszę oddać strój karnawałowy teściowej do wypożyczalni .Ale nim przyjedzie teść, zdążam jeszcze powiesić pranie, wstawić kolejne , poskładać rzeczy, które wyschły .

   Gdy wracam do domu z wypożyczalni okazuje się,że mam jeszcze sporo czasu by ogarnąć w domu i pobawić się młodszą córką.Kończymy się bawić trochę później niż powinnyśmy. Przy normalnych warunkach pogodowych byłby to dobry czas na wyjście z domu,ale nie gdy na chodniku zalega śnieg...

   Znowu pędem.Jeśli ciągłe zakopywanie się w śniegu można nazwać pędem.:)  Jak miło,że chociaż śnieg teraz nie pada.Na wszelki wypadek zabrałam jednak z domu tą folie ochronną ( nie przydała się, więc chyba już wiem na czym polega jej ochrona ;) ).

   Zgarniam pierworodną ze szkoły. Chwila na trzy głębsze (oddechy).Dobrze, wracamy.Przepychanie się przez śnieg do łatwych nie należy , ale idzie się całkiem przyjemnie. Mieszanka tlenu i spalin musiała jakoś dziwnie podziałać na mój mózg , bo postanawiam zabrać się za odśnieżanie chodnika i podwórka, zaraz po dotarciu na posesje.

    Dzieci lepią coś, na kształt bałwana,a ja uzbrojona w ogromną łopatę, usuwam śnieg.Zważywszy na wcześniejszy ,nie mały wysiłek fizyczny, jest to zadanie ciężkie.Ręce mi się trzęsą, łydki szantażują mnie widmem zakwasów.Rozum z kolei podpowiada ,że gdybym odśnieżanie poprzedziła małym odpoczynkiem, poszło by mi o wiele szybciej.Ale co zrobić gdy baba się na coś uprze i sobie coś ubzdura...

     Po pół godziny "tańców z łopatą" , zmęczona ale szczęśliwa ( co wywnioskować można było z głupkowatego uśmiechu, który przykleił mi się do twarzy) wracam z dziećmi do domu.Jednak jeśli myślicie, że znalezienie się w domu było równoznaczne z posadzeniem tyłka na kanapie i oddawaniem się jakimś odprężającym głupotom, to jesteście w błędzie.Obiad się sam nie ugotował a korytarz sam nie posprzątał z tych  hektolitrów wody , które chwile wcześniej były śniegiem.

      I choć moja skolioza krzyczy: Jeszcze raz takie coś to ci ten kręgosłup wyrwę z tych pleców !!! -  Ja  nic sobie z tego nie robię , bo lubię te dni kiedy, mam tyle roboty ,że nie wiem w co włożyć ręce... :D
   





wtorek, 5 stycznia 2016

Bezsenność


 Coś czasem budzi mnie w nocy
Lub spać pójść broni już wieczorem

Patrzy się to to na mnie , ciemnymi oczyma, z uporem
O śnie zapomnieć muszę - to coś wystrzeliło go z procy

Oto Bezsenność przyszła ,bzdurnymi myślami, łamać mi głowę 
Hej! Niedobra- brak snu skróci mi życie o połowę

Nie słucha mnie, głupia
Moja twarz , jutro będzie wyglądać jak trupia

Bawi się mną jak maleńkie dziecko
Ja czuję ,że skończyć się to dla mnie, musi kiepsko

Przewraca mnie w swych ciemnych rękach
Za co ja muszę żyć w takich mękach?

Gdy zamykam oczy - siłą chce mi je otwierać
Ona tak bardzo chce by na nią nimi ciągle spozierać

Raz kołdrę mi zabiera , chwile potem ją oddaje
Wygrałaś głupia - już wstaję!








poniedziałek, 4 stycznia 2016

Chciałabym napisać: Mamy mroźny, słoneczny poranek...
Nie mogę jednak tego zrobić, bo to już popołudnie. :)
Mroźne i słoneczne.

Ja wciśnięta w szafkę kuchenną.
Znów - bo to już drugi raz z rzędu.

Za mną dziatwa śpiewająca piosenki, własnej kompozycji , rzecz jasna.:)
Okupują stół z pomocą kredek i kolorowanek.
(Teraz już wiecie czemu ja w tą szafkę wciśnięta jestem).  :)

No trudno. Lepiej tak niż wcale.

Właśnie... będę dziś pisać o moim nie pisaniu.

Przez pół roku prawie każdy zaczęty przeze mnie tekst nie zostawał ukończony , a co za tym idzie, udostępniany.
Co jakiś czas obiecywałam sobie, że wezmę się w garść po czym i tak finalnie nic z tego nie wychodziło.
Nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje. Dlaczego napisanie kilku słów (no dobra, kilkudziesięciu :) ) i udostępnienie tego nagle stało się dla mnie takim problemem.

Z końcem roku , wreszcie,doszło do mnie skąd wzięło się to moje,  powiedzmy sobie szczerze: NIERÓBSTWO!

Otóż , nie wiedzieć czemu rok 2015 okazał się dla mnie czasem gdy dosyć wyraźnie zaczęłam widzieć większość swoich błędów i głupot popełnionych w ciągu  minionej dekady. Jednak nie to było w tym wszystkim najgorsze.Gorszy od tego był fakt, iż zaczęłam rozmyślać o tym co by było gdybym wcześniej dokonywała innych wyborów.

W tym rozmyślaniu popłynęłam  a właściwie to powinnam napisać ,że raczej zatrzymało mnie to w miejscu i zamiast poprzestać na wyciągnięciu wniosków i skupieniu się na tym co będzie dalej, zaczęłam się nad sobą trochę użalać i chyba też  karać.

A karą było wmawianie sobie, że skoro wcześniej postępowałam głupio i jeszcze w dodatku z przeświadczeniem o słuszności moich działań , to nie powinnam dzielić się z nikim swoimi przemyśleniami bo bardzo możliwe,że za kolejne dziesięć lat znów okaże się, że jestem głupia.:)

Potrzebę powrotu do pisania zawdzięczam dwóm bodźcom :

Pierwszym było uświadomienie sobie (zresztą ponowne) , że życie jest zbyt krótkie i zbyt łatwo można je stracić, bym mogła sobie pozwolić na takie bezczynne patrzenie wstecz.

Drugim było obserwowanie jak wszystkie tematy, które przez długi czas chodziły mi po głowie, zostają kolejno wykorzystywane, przez różnych twórców internetowych.

 Oczywiście dalej uważam ,że za dziesięć lat będę widziała dzisiejszą siebie , jako krótkowzroczną dziecinę- głupiutką gąskę. Jednak ta dziecina- głupiutka gąska będzie już mądrzejsza o doświadczenia tych gąsek , którymi była w latach: 2005,2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014 i 2015. :)

To całkiem pocieszające, czuję jak by mnie sam mój anioł stróż klepał po plecach i mówił : " Pisz , pisz. Reszta się ułoży". ( No teraz to dopiero popłynęłam).

Cóż mi zatem pozostaje innego? Będę pisać. :)


PS. Z mroźnego, słonecznego popołudnia, zrobił się mroźny, ciemny prawie wieczór.:)
      Ale to wcale nie znaczy,że ja tak wolno piszę- po prostu robiłam całe mnóstwo rzeczy w między czasie.








sobota, 2 stycznia 2016

WITAJ 2016 !!!



 Nowy Rok nie zawsze wiązał się dla mnie z postanowieniami noworocznymi.

 Ok. Napiszę to inaczej...

Nowy Rok nigdy nie wiązał się dla mnie z postanowieniami noworocznymi.
Zawsze z lekkim, kpiącym uśmiechem przysłuchiwałam się  temu grupowemu oszukiwaniu siebie, które często zaczynało się już na kilka dni przed Sylwestrem. :)

Aż do teraz.W rok 2016 wchodzę z kilkoma postanowieniami.I być może ja też się oszukuję, myśląc że potrzeba tych postanowień i nastanie Nowego Roku  to tylko zbieg okoliczności. :)

Długo mnie tu nie było , o tym dlaczego i co w tym czasie robiłam , pewnie nie raz wspomnę w przyszłości.
Z moją nieobecnością wiąże się moje postanowienie nr.1.

W tym roku będę pisać więcej. O wiele więcej...

Tylko muszę do tego podejść strategicznie. :D

Tymczasem kończę już dziś ,bo jakiś mężczyzna krzyczy w pokoju obok :

" Dorota, musimy dzieciom robić kolacje! "
No jak mus to mus...

Są jeszcze postanowienia: nr.2 i  nr.3 a jakby się zastanowić to znalazłoby się i nr.4 ,i nr.5.
Nie będę Was jednak zanudzać pisaniem o chęci zrzucenia paru kilo czy zamienienia oglądania tv na czytanie książek. Nie dziś. :D

Kończąc , chciałabym Wam życzyć:
Szczęśliwego i lepszego niż ten poprzedni Nowego Roku. 
Żebyście zdrowi byli i swoje marzenia spełniali.
No i żebyście pamiętali, że jesteśmy wszyscy ludźmi i mamy prawo popełniać błędy ,ale najlepsze jest w tym wszystkim to że przy odrobinie dobrej woli możemy wyciągać wnioski .
Wyciągać wnioski i przy okazji mierzyć siły na zamiary - może to pomoże fortunniej dobierać postanowienia. :)