Kiedy sięgam pamięcią wstecz i próbuję przywołać swoje pierwsze w życiu wspomnienia to przed oczami staje mi siwowłosa , drobna kobieta, bujająca małą dziewczynkę na swych kolanach.Kobieta to jedna z moich Babć a dziewczynka to oczywiście ja. W późniejszych latach często wydawało mi się ,że ta Babcia wcale mnie nie lubi , dziś sądzę ,że tylko mi się wydawało.I nawet jeśli rzeczywiście nie byłam jej ulubienicą to jest to nieistotne ponieważ jestem jej wdzięczna za każdy trud włożony w wychowanie mnie. Za każdy poświęcony mi wieczór, kiedy to z mozołem uczyła mnie pacierza.Za każdą skarpetę zrobioną dla mnie na drutach. Za każde "kazanie" z jej ust, które z biegiem lat ewoluowało w mojej głowie z zwykłego marudzenia w troskę.Za każdą próbę nauczenia mnie czegoś.Za każdy ogień rozpalany w naszym piecu. by nie było zimno.Za to ,że przez lata było mi dane obserwować jedną z najbardziej żwawych i pracowitych staruszek jakie znam. Po prostu za wszystko...
Minęło sporo lat od kiedy Babcia bujała mnie na kolanach i niesamowite jest to,że ona wygląda wciąż tak samo.To niesamowite i zgubne zarazem bo daje mi złudzenie,że jeszcze zdążę podziękować jej za to co dla mnie zrobiła i przeprosić za wszystkie problemy, których niejednokrotnie przysporzyłam.Czas mija a ja w myślach proszę ją ,żeby jeszcze trochę wytrzymała na tym świcie.Proszę i obiecuję,że w końcu przyjadę i powiem jej to wszystko co napisałam tu, wyżej a może nawet i więcej...
Druga Babcia to kobieta , która osiwieć (niestety) nie zdążyła. Ze względu na to,iż mieszkała trochę dalej niż ta pierwsza, przypadła jej rola Babci rozpuszczającej. Chęć do rozpieszczania opuszczała ją pewnie po pierwszym dniu goszczenia mnie u siebie w ferie czy inne wakacje ponieważ byłam "niegrzecznym" dzieckiem. Moja niesforność doprowadzała ją do szału. Dodać tu muszę ,że Babcia miała hopla na punkcie porządku i nawet frędzle przy dywanie traktowała starą szczotką(kilka razy dzienne). No i ja te frędzle jej zawsze "czochrałam" powłócząc nogami. To oczywiście nie było moje jedyne przewinienie,po prostu zapamiętałam je tak wyraźnie gdyż to był bardzo błahy powód by się na kogoś pieklić.
Babcia miała wiele swoich specyficznych i jednocześnie zabawnych zachowań. Na przykład gdy piła kawę to zawsze odchylała mały palec (twierdząc,że tak kiedyś piła arystokracja). Zabawny był też jej makijaż , który wykonywała przed każdym wyjściem z domu. Zawsze rysowała sobie dwie czarne krechy nad oczami i jeśli mnie pamięć nie myli , to dorysowywała sobie pieprzyki. Już jako małe dziecko zadawałam sobie pytanie: "Czemu ona to sobie robi?". Ach! I nie zapomnę jak nawijała sobie włosy na wałki. Zawsze na noc...
Jednak mimo tych różnych dziwactw bardzo mi jej brakuje.Gdzieś w środku czuje żal ,że nie mogę zadać jej tych wszystkich pytań ,które chciałabym zadać,że nie poznała swoich prawnuczek...
Moje życie potoczyło się tak,że mogę się pochwalić jeszcze dwiema Babciami.Tak na prawdę kobiet ,do których zwracam się w ten sposób jest trochę więcej i wszystkie je darze sympatią, ale w moim dzisiejszym wpisie skupie się na tych, które pojawiły się w moim życiu ,w dzieciństwie. Tym wczesnym i tym późniejszym.
Babcia numer trzy, to osoba która bardzo mi imponuje. To urocza istota niepozbawiona stylu i smaku.W
moich oczach jest człowiekiem , który znajduje czas na wszystko a w każdym bądź razie na bardzo wiele. Od kilku lat zachodzę w głowę jak jeden człowiek jest w stanie niemalże jednocześnie : pracować, w nienaganny sposób prowadzić dom,dobrze gotować,prowadzić życie towarzyskie,(swego czasu) ćwiczyć pilates , mieć hobby, uczyć się, czytać książki, latem dbać o ogród, zimą robić na drutach, zajmować się wnukami (gdy zajdzie taka potrzeba) i jeszcze dbać o swoją urodę . A wszystko to przy zachowaniu stoickiego spokoju, zero frustracji. Szczerze mówiąc nie słyszałam nigdy z jej ust marudzenia, że jest zmęczona czy coś tym stylu. Nie wiem jak ta kobieta to robi... Klasa sama w sobie. Moja Babcia chyba jest czarodziejką! Choć teraz wpadło mi do głowy ,że aby być takim człowiekiem trzeba po prostu kochać życie. Życie, siebie i bliskich.
Często myślę sobie ,że chciałabym być taka jak moja trzecia Babcia. Lubię stawiać ją sobie za wzór do naśladowania. Pocieszam się ,że może z czasem mi się uda i że życie samo podsunie mi jak mam to zrobić, żeby się udało. Z drugiej strony obawiam się jednak, że to niewyuczalne...
Nadeszła pora aby napisać o mojej czwartej Babci. Niestety, podobnie jak druga Babcia, już nie żyje. Zanim odeszła pozostawiła trochę miłych wspomnień w mojej pamięci.Poznałam ją na krótko przed zdiagnozowaniem u niej raka mózgu. Była to wtedy zadbana, wcale nie taka starsza, pani.A przy tym był to rodzaj tej Babci , która podtykała człowiekowi talerz pod nos , mówiąc: " No zjedz jeszcze".: :) Pamiętam również jej kartki. Nim zachorowała , często słała do nas kartki. Kartki były wyjątkowe ponieważ Babcia sama je robiła. A potem diagnoza , zabieg i ... Babcia nie przysyłała nam już kartek bo ich nie robiła. Nie potrafiła.
W ostatnim roku swojego życia przebywała w pewnym centrum rehabilitacyjno leczniczym. Nie cierpiała tam wszystkiego. Co prawda nie skarżyła się raczej na personel. Ale np. non stop skarżyła mi się na swoje koleżanki z pokoju. :) . I kiedyś Babcia zwierzyła mi się również ,że nie cierpi terapii zajęciowej. Strasznie męczyło ją to, iż nie jest już taka sprawna manualnie. I że rzeczy które kiedyś zrobiła by bez problemu w krótką chwilę, wówczas sprawiały jej ogromny problem.
Jedno mimo jej choroby nigdy się nie zmieniło. Babcia nadal lubiła o siebie dbać. W jej kosmetyczce ciągle było sporo kosmetyków. Pamiętam jak cieszyła się gdy malowałam jej paznokcie. To była jedyna osoba , u której udało mi się nigdy nie wyjechać lakierem poza paznokieć. Miała jakąś taką wdzięczną płytkę... :)
Babcie są różne . Ale dobrze , że są bo to niesamowite kucharki , kopalnie niesamowitych historii i dostarczycielki pięknych wspomnień i emocji...
Wszystkim Babciom życzę: Dużo zdrowia , miłości i spełnienia marzeń ( na pewno jeszcze jakieś macie)! :)
Moje życie potoczyło się tak,że mogę się pochwalić jeszcze dwiema Babciami.Tak na prawdę kobiet ,do których zwracam się w ten sposób jest trochę więcej i wszystkie je darze sympatią, ale w moim dzisiejszym wpisie skupie się na tych, które pojawiły się w moim życiu ,w dzieciństwie. Tym wczesnym i tym późniejszym.
Babcia numer trzy, to osoba która bardzo mi imponuje. To urocza istota niepozbawiona stylu i smaku.W
moich oczach jest człowiekiem , który znajduje czas na wszystko a w każdym bądź razie na bardzo wiele. Od kilku lat zachodzę w głowę jak jeden człowiek jest w stanie niemalże jednocześnie : pracować, w nienaganny sposób prowadzić dom,dobrze gotować,prowadzić życie towarzyskie,(swego czasu) ćwiczyć pilates , mieć hobby, uczyć się, czytać książki, latem dbać o ogród, zimą robić na drutach, zajmować się wnukami (gdy zajdzie taka potrzeba) i jeszcze dbać o swoją urodę . A wszystko to przy zachowaniu stoickiego spokoju, zero frustracji. Szczerze mówiąc nie słyszałam nigdy z jej ust marudzenia, że jest zmęczona czy coś tym stylu. Nie wiem jak ta kobieta to robi... Klasa sama w sobie. Moja Babcia chyba jest czarodziejką! Choć teraz wpadło mi do głowy ,że aby być takim człowiekiem trzeba po prostu kochać życie. Życie, siebie i bliskich.
Często myślę sobie ,że chciałabym być taka jak moja trzecia Babcia. Lubię stawiać ją sobie za wzór do naśladowania. Pocieszam się ,że może z czasem mi się uda i że życie samo podsunie mi jak mam to zrobić, żeby się udało. Z drugiej strony obawiam się jednak, że to niewyuczalne...
Nadeszła pora aby napisać o mojej czwartej Babci. Niestety, podobnie jak druga Babcia, już nie żyje. Zanim odeszła pozostawiła trochę miłych wspomnień w mojej pamięci.Poznałam ją na krótko przed zdiagnozowaniem u niej raka mózgu. Była to wtedy zadbana, wcale nie taka starsza, pani.A przy tym był to rodzaj tej Babci , która podtykała człowiekowi talerz pod nos , mówiąc: " No zjedz jeszcze".: :) Pamiętam również jej kartki. Nim zachorowała , często słała do nas kartki. Kartki były wyjątkowe ponieważ Babcia sama je robiła. A potem diagnoza , zabieg i ... Babcia nie przysyłała nam już kartek bo ich nie robiła. Nie potrafiła.
W ostatnim roku swojego życia przebywała w pewnym centrum rehabilitacyjno leczniczym. Nie cierpiała tam wszystkiego. Co prawda nie skarżyła się raczej na personel. Ale np. non stop skarżyła mi się na swoje koleżanki z pokoju. :) . I kiedyś Babcia zwierzyła mi się również ,że nie cierpi terapii zajęciowej. Strasznie męczyło ją to, iż nie jest już taka sprawna manualnie. I że rzeczy które kiedyś zrobiła by bez problemu w krótką chwilę, wówczas sprawiały jej ogromny problem.
Jedno mimo jej choroby nigdy się nie zmieniło. Babcia nadal lubiła o siebie dbać. W jej kosmetyczce ciągle było sporo kosmetyków. Pamiętam jak cieszyła się gdy malowałam jej paznokcie. To była jedyna osoba , u której udało mi się nigdy nie wyjechać lakierem poza paznokieć. Miała jakąś taką wdzięczną płytkę... :)
Babcie są różne . Ale dobrze , że są bo to niesamowite kucharki , kopalnie niesamowitych historii i dostarczycielki pięknych wspomnień i emocji...
Wszystkim Babciom życzę: Dużo zdrowia , miłości i spełnienia marzeń ( na pewno jeszcze jakieś macie)! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz