wtorek, 12 stycznia 2016

HISTORIA O TYM JAK KORTYZOL ZAMIENIŁAM W ENDORFINY. :)


   Mamy nowy dzień , a ja zastanawiam się : Po co komu chodzenie na siłownie? :D
Zastanawiam się nad tym , ponieważ mój wczorajszy dzień wyglądał tak:

   Najpierw spokojnie, leniwie...
Wstałam o 6 , zrobiłam śniadanie, obudziłam dziecko do szkoły , zjadłyśmy śniadanie,wstawiłam pranie, poszłyśmy się umyć, ubrać i uczesać.

   Teraz  tempo  przyspieszy ( a razem z nim tętno i niestety podniesie się  kortyzol :(  ) ...
O 7.20 dzwoni sąsiadka i informuje mnie ,że nie może dziś zabrać mojej pierworodnej do szkoły.
Za chwile zaczynają się zajęcia,więc nie wiele myśląc, dokańczam ubieranie młodszego dziecięcia (w myślach ciesząc się ,że dziś obudziła się wcześniej i ominą mnie wyrzuty sumienia związane z budzeniem jej).

    Lokuje pociechy w kuchni, żeby mniejsza zjadła śniadanie i sama szybko lecę ubrać coś co nie jest np. dresem. :)
To jest jeden z tych dni kiedy cieszę się,że mam mało włosów na głowie. - Ej , no... nie ma tragedii ale rewelacji też raczej nie. :P - Czterdzieści minut trwa zwykle schnięcie moich włosów po umyciu, a to mało , biorąc pod uwagę ich długość , do pasa. Posiadacze długich włosów wiedzą o czym mówię...

  Po wciągnięciu na zadzisko "jakiś tam dżinsów" , zarządziłam zbiórkę w celu ubrania się w odzież wierzchnią i obuwie nadające się na tą pogodę.Wychodzimy. Młodsze, w wózku, w weteranie chodników.:)
Starsze z plecakiem na plecach...Ale zaraz...

  Gdzie ja mam klucze?- Znacie to? Przed wyjściem z domu stwierdzacie, że nie wiecie gdzie coś jest. Wpadacie w panikę. Zaczynacie szukać w różnych miejscach. Aż w końcu wpadacie na to by sprawdzić , czy ta rzecz jest na swoim miejscu. I tak - ona tam jest.

   Nie znacie?- Ups...

   Mniejsza o to.:)

   Dom zamknięty, wózek zniesiony ze schodów- możemy iść. - Ooo, a to co?Śnieg, ale jakiś taki drobny.... Pewnie się nie utrzyma. Ale zaraz - czemu całe ubranie mam w śniegu? I wózek też?I gdzie jest ta folia na wózek?- Folia na wózek to przedmiot , który leży pod wózkiem zawsze. Zawsze, oprócz dni w których jest potrzebna.Nie pozostaje nam nic innego jak iść, możliwie jak najszybciej.

   Do szkoły docieramy o 8.10. Szybko do szatni, do sali. Ach, tak- jeszcze się pożegnać.No... to teraz szybko do domu. W każdym bądź razie, na tyle szybko, na ile to możliwe.:)

   Mamy 8.40.Już w domu, ale tylko na chwile  bo muszę oddać strój karnawałowy teściowej do wypożyczalni .Ale nim przyjedzie teść, zdążam jeszcze powiesić pranie, wstawić kolejne , poskładać rzeczy, które wyschły .

   Gdy wracam do domu z wypożyczalni okazuje się,że mam jeszcze sporo czasu by ogarnąć w domu i pobawić się młodszą córką.Kończymy się bawić trochę później niż powinnyśmy. Przy normalnych warunkach pogodowych byłby to dobry czas na wyjście z domu,ale nie gdy na chodniku zalega śnieg...

   Znowu pędem.Jeśli ciągłe zakopywanie się w śniegu można nazwać pędem.:)  Jak miło,że chociaż śnieg teraz nie pada.Na wszelki wypadek zabrałam jednak z domu tą folie ochronną ( nie przydała się, więc chyba już wiem na czym polega jej ochrona ;) ).

   Zgarniam pierworodną ze szkoły. Chwila na trzy głębsze (oddechy).Dobrze, wracamy.Przepychanie się przez śnieg do łatwych nie należy , ale idzie się całkiem przyjemnie. Mieszanka tlenu i spalin musiała jakoś dziwnie podziałać na mój mózg , bo postanawiam zabrać się za odśnieżanie chodnika i podwórka, zaraz po dotarciu na posesje.

    Dzieci lepią coś, na kształt bałwana,a ja uzbrojona w ogromną łopatę, usuwam śnieg.Zważywszy na wcześniejszy ,nie mały wysiłek fizyczny, jest to zadanie ciężkie.Ręce mi się trzęsą, łydki szantażują mnie widmem zakwasów.Rozum z kolei podpowiada ,że gdybym odśnieżanie poprzedziła małym odpoczynkiem, poszło by mi o wiele szybciej.Ale co zrobić gdy baba się na coś uprze i sobie coś ubzdura...

     Po pół godziny "tańców z łopatą" , zmęczona ale szczęśliwa ( co wywnioskować można było z głupkowatego uśmiechu, który przykleił mi się do twarzy) wracam z dziećmi do domu.Jednak jeśli myślicie, że znalezienie się w domu było równoznaczne z posadzeniem tyłka na kanapie i oddawaniem się jakimś odprężającym głupotom, to jesteście w błędzie.Obiad się sam nie ugotował a korytarz sam nie posprzątał z tych  hektolitrów wody , które chwile wcześniej były śniegiem.

      I choć moja skolioza krzyczy: Jeszcze raz takie coś to ci ten kręgosłup wyrwę z tych pleców !!! -  Ja  nic sobie z tego nie robię , bo lubię te dni kiedy, mam tyle roboty ,że nie wiem w co włożyć ręce... :D
   





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz