niedziela, 4 września 2016

POŻEGNANIE WAKACJI ...



   Gdybym robiła ten wpis w Piątek, tak jak początkowo miałam w planach, to pewnie napisałabym, że wcale mi nie jest smutno w związku z tym, że skończyły się wakacje. Łatwo mi tamtego dnia przyszło radowanie się początkiem roku szkolnego. Pogoda była piękna, a zaprowadzenie starszej córki do zerówki nie było obowiązkiem... Było przyjemnością. Myślałam sobie: " Dobrze by było gdyby taka pogoda utrzymała się przez większość września, jakoś tak mi lżej będzie wdrażać się znów w całe to zaprowadzanie, gdy warunki pogodowe będą sprzyjać".  Jednak los spłatał mi psikusa i pogoda popsuła się w weekend. W Sobotę było nawet całkiem nieźle, ale już Niedziela była paskudna. Cały dzień padało, tak jakby  Niedzieli było smutno, że już koniec wakacji. Choć smutno to trochę mało powiedziane. Niedziela była w czarnej rozpaczy. Cały dzień płakała ogromnymi łzami jakby się jej świat zawalił...

   Dziś mamy Poniedziałek. Od samego rana szaro, buro i ponuro. Wygląda trochę tak, jakby mu się udzielił humor jego przyjaciółki. Cóż począć... W końcu są ze sobą tak blisko...

   A ja ? Ja jakoś się trzymam.... Nawet usiadłam z samego rańca do pisania. Mam do wrzucenia kilka ujęć z minionych dwóch miesięcy. Między zdjęcia wplotę kilka słów... Jakoś to będzie... :)

 

   Fotografia ta kojarzy mi się właśnie z odchodzącymi wakacjami. Co prawda, gdy robiłam to zdjęcie, to do końca wakacji były jeszcze ponad dwa tygodnie... Ale co to są te dwa tygodnie, czas przecież ucieka szybko. Nigdy nie czeka na to, aż zaczniesz żyć, zamiast biernie siedzieć. Czas ciągle się śpieszy, tak jak te dzieci na zdjęciu... Wiecznie musi być w innym położeniu niż jest teraz...

   (Zdjęcie dosyć solidnie okrojone, gdyż w kadr wlazły mi aż trzy kosze na śmieci. Co ciekawe, ogromna ilość koszy na tym boisku, okazuje się niewystarczająca. Znajdzie się bowiem zawsze ktoś, komu do kosza będzie za daleko. I tak, kilka dni po wizycie w tym miejscu, wybrałam się tam z dziećmi ponownie, a tam mnóstwo rozbitego szkła tuż  przy dziecięcej zjeżdżalni... Brak mi słów na brak wyobraźni u niektórych osobników gatunku ludzkiego !!! ).

   

   Gdy patrzę teraz na te zdjęcia, które przygotowałam do wpisu, to trochę żałuję, że je "pozakłamywałam". Dni,  kiedy można się było cieszyć pogodą było tak niewiele, że  grzechem jest odbieranie im ich prawdziwych barw... Na szczęście nie są to jedyne zdjęcia, które posiadam z tych nielicznych, słonecznych dni. Mogę zatem odpuścić sobie winy. Sama. :)

   

   Ujęcie z Zoo? Skądże znowu. Jedna z osób mieszkających w miejscowości, w której i mi przyszło mieszkać, miała kaprys by mieć stadko danieli na własność. Powinnam napisać, że jest mi żal tych zwierząt bo żyją w ogrodzeniu itd. I rzeczywiście jest mi ich żal. Pocieszam się jedynie myślą, że te zwierzęta prawdopodobnie nie wiedzą co to wolność i wypuszczone mogły by sobie nie poradzić. Marna to jednak pociecha gdy nie wie się ile te zwierzęta żyją już za tym ogrodzeniem. Może najstarsze osobniki, pamiętają jeszcze czasy biegania po bezkresnej przestrzeni... A może nie... Jest jednak grupa ludzi, którzy cieszą się z tej zwierzęcej niewoli  pewnie bardziej niż sam właściciel. Są to dzieci. Dzieci zawsze chcą je karmić, licząc oczywiście, że uda im się pogłaskać któregoś zwierzaka...

   

   Miesiące wiosenne i letnie to czas, kiedy nasza przestrzeń nie jest ograniczana ścianami, przestrzeń do tworzenia rysunków również nie ogranicza się tylko do kartki. Można zabrać na podwórko kredę i ozdobić nią każdy wolny skrawek betonu, desek czy innych miejsc. Kwiatki, które na kartce miałyby na przykład tylko pięć centymetrów, rysowane na chodniku mogą mieć ich nawet pięćdziesiąt! :) Nawet księżniczki narysowane  kredą, mogą zdać się realniejsze przez to, że rozmiarem mogą przypominać prawdziwego człowieka. :)





   Gdy jednak pogoda nie dopisuje, a rysowanie po kartkach już lekko dzieciątkom obrzydło można znaleźć jakąś inną powierzchnie, na której dzieci będą mogły rysować. Pewnie gdybym spytała moich córek na czym najbardziej miały by ochotę porysować,  usłyszałabym, że po ścianach. Szczególnie ta młodsza uwielbia "zdobić" kuchenną ścianę tym co akurat ma na ręku lub pod ręką... Trochę szkoda mi już tych ścian, niewykluczone że gdyby mogły mówić , to przy każdym wejściu do kuchni słyszałabym: " Błaaaaagamy! pomaluj nas na jednolity kolor! Chcemy być czyste! ". Na szczęście ściany nie mówią, w związku z tym moje sumienie raczej na spokojnie podchodzi do ich stanu upaćkania. :) Jednak doskonale rozumiem, to że dzieci potrzebują czasem porysować na czym innym niż kartka. Nawet gdy za oknem pada. W związku z tym pojawiły ostatnio u nas kredki do rysowania po tkaninach. No i sobie rysują te moje pociechy...


   Wakacje to też czas kiedy można posłać dzieci gdzieś... Na przykład do rodziny. I w tym czasie pozmieniać trochę w ich pokoju. Na przykład odświeżyć porysowane przez nie ściany... :)  Bardzo satysfakcjonujące to zajęcie. :) Szczególnie gdy człowiek wpada na pomysły, by prócz pomalowania ścian może pacnąć tam jeszcze kilka serduszek, które tak samo mocno będą cieszyć i dziecko i autora. :) Minęły dwa miesiące odkąd odświeżyliśmy dzieciom pokój, a ja cały czas gdy do niego wchodzę, myślę sobie : "To ja go pomalowałam, prawie sama, tymi rękami... "  :)

   Życzę nam aby czas do następnego lata mijał  szybko...  I oby pogoda pozwoliła nam cieszyć resztką tegorocznego lata (wszak ono jeszcze trwa). Z resztą... Niech słońce zdominuje wszystkie pory roku. Nawet jeśli nie będzie go na niebie, to niech każdy poczuje siłę by samemu sobie być słońcem. :)

 Doorin Mymind

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz